Chwytam, łapię za słówka samo nazywanie świata. Ci, co mówią tam przed sitkami mikrofonów nie pojmują chyba, że kibicowanie stało się dziś formą uprawiania polityki. Nazywanie świata ma wyrywać nas z samotności. Iluż to ludzi z dumą przyznaje się że kibicują – sportowcom, drużynom, turniejom. W oderwaniu od głębszego, antropologicznego rozumienia jakiego typu człowieczeństwo jest udziałem kibica. Zaraz potem pan redaktor zaczyna z samo zachwytem zapowiadać, jaki to nagrał wywiad ze zwycięskim bokserem.
„- Już teraz mogę tak tylko zdradzić… uchylić rąbek tajemnicy… że niekonwencjonalnie przygotowywał się nasz bokser do tej walki, czego nie robił, a co robił przed tą walką, to jest bardzo ciekawe… A do tego Robert Kubica…panie i panowie, drugie podium w tym sezonie.. Mało kto wierzył w Roberta Kubicę, mówię o tak zwanych fachowcach… że renoma, sława, że ten jego francuski żółto-czarny bolid nie będzie tak kąsił (sic!) tych swoich rywali, okazuje się, że ta pszczoła, ten szerszeń gdzieś tam ukąsił te rozjuszone czerwone byki i zostawił bardzo fajny ślad po sobie, trzecie miejsce i szóste miejsce w klasyfikacji generalnej – i żeby zostawić taką wisienkę na tym torcie będziemy mieli dla państwa bardzo pokaźne nagrody….” Słucham i czuję, jak myślenie językiem kibica wlewa się w mózgi, które już od dawna identyfikują patriotyzm z kibicowaniem Polsce, identyfikują postawę obywatelską z kibicowaniem politykowi, który jest środkowym napastnikiem tej czy innej partii. Szalik, ha, szalik. Mnogość języków cywilizacji sprawia, że świat traci swoją jedność
2. Mielizny fantazmatu
Świat opisany językiem radiowego kibica jest inny niż świat opisany językiem powieści, inaczej opisuje świat kino dokumentalne, inaczej film fabularny czy reportaż. Pojawia się więc konieczność pośredniczenia, pisania powieści o filmie fabularnym, pisania reportażu o dokumentalistach, potrzeba filmowania zbierających materiał reporterów, potrzeba kręcenia fabuły opisującej życie autorów powieści. Każdy autor szuka własnego języka wyrazu niepomny na to, że stwarza własny świat, nowy świat. Sprawa nie jest nowa, już Leon Chwistek opisał ją w eseju „O wielości rzeczywistości w sztuce”.
Teksty piętrzą się, zasłaniają swoją pychą świat, oddzielają ludzi od ludzi kurtynami ciemności. Dwu ludzi nie może się porozumieć wspólną przecież polszczyzną, bo każdy z nich czyta inną gazetę, czyli kibicuje innym szalikom. A facet, który nie czyta, tylko ogląda, nie rozumie o czym tych dwu gada. Wszystkie opisy nie całkiem sobie przeczą, wiemy, że z ich nakładania się, uzupełniania powinien powstawać prawdziwy, pogłębiony obraz świata. Stoi przed nami rozmówca, czytelnik, słuchacz, widz. On, ten drugi. A my nie wiemy, jakiej wersji opisu świata użyć. Co chwila chcemy przecież zwracać się do innych, zaprosić ich do wspólnoty, przejrzeć się w ich oczach, zagrzać w cieple ich oddechu. Jaki istniejący opis świata ma być nam wzorem?
Przeważnie rozum odradza nam ignorowanie opisów. Kusi nas , aby zapomniawszy o nich wejść w brutalny a cudowny konkret świata i samemu dowiedzieć się, o czym i jak warto gadać. Głos kultury szepcze jednak – to barbarzyństwo. Wejść w konkret, a pominąć Palladia i sprawę proporcji, Słowackiego i kwestię ducha, Herberta i kwestię smaku.
Nie dziwię się konwulsjom jaźni zgrupowanych wokół hasła „postmoderna”. Unieważnić smak, ducha, proporcje, logikę, hierarchie – po to by zyskać poletko parującego świeżą nicością żyznego mułu intelektualnego. Być nie-autorem nie-narracji. Skoro opisy świata występują w obezwładniającym nadmiarze, łatwiej je wszystkie odesłać do diabła absurdu niż próbować porządku.
Obserwuję ostatnio jak na tę rozpaczliwą sytuację reagują młodzi usiłujący pisać o sztuce. Oto dość często usiłują oni zatrzeć granicę pomiędzy chwytaniem byka za rogi a odwracaniem kota ogonem. Zacytuję próbkę. Znany i ceniony Igor Stokfiszewski pisze o filmie „Dług” Krzysztofa Krauzego. Wyrywam tendencyjnie z kontekstu takie zdanie: „Gdyby zechcieć zatrzymać się na dwu wspomnianych kręgach tropów, obraz Krauzego byłby krytycznym dziełem ukazującym mielizny fantazmatu demokratycznej przemiany w duchu neofickiego kapitalizmu, eksponującym siatkę napięć między życiem, polityką, ekonomią a kulturą, w której finałowe morderstwo stanowiłoby finałową sygnaturę nieludzkośći nowej gospodarki emocji i wartości.”
Całość w numerze 14 Kwartalnika Literackiego "Wyspa"
|