Ukryć się w teatrze lalek Poniedziałek, 2 Sierpnia, 2010
Piotr Wojciechowski
 

1. Szerszenie, byki i czerwona wisienka.
Uciszam gwizdek czajnika, muszę słyszeć. Przygotowując śniadanie wędruje przez radiowe pasma i nadsłuchuję. Pisarz jest poganiaczem trzody słów, musi wiedzieć z której strony wyją wilki. Gadają właśnie o szaliku, który jeden polityk wręczył drugiemu politykowi jako przynoszący zwycięstwo talizman. Pani redaktor opowiada coś o społeczności kibiców, bo szalik kibicowski.

Chwytam, łapię za słówka samo nazywanie  świata. Ci, co mówią tam przed sitkami mikrofonów nie pojmują chyba, że kibicowanie stało się dziś formą uprawiania polityki. Nazywanie świata ma wyrywać nas z samotności. Iluż to ludzi z dumą przyznaje się że kibicują – sportowcom, drużynom, turniejom. W oderwaniu od głębszego, antropologicznego rozumienia jakiego typu człowieczeństwo jest udziałem kibica. Zaraz potem pan redaktor zaczyna z samo zachwytem zapowiadać, jaki to nagrał wywiad ze zwycięskim bokserem.

„- Już teraz mogę tak tylko zdradzić… uchylić rąbek tajemnicy… że niekonwencjonalnie przygotowywał się nasz bokser do tej walki,  czego nie robił, a co robił przed tą walką, to jest bardzo ciekawe…  A do tego Robert Kubica…panie i panowie, drugie podium w tym sezonie.. Mało kto wierzył w Roberta Kubicę, mówię o tak zwanych fachowcach… że renoma, sława, że ten jego francuski żółto-czarny bolid nie będzie tak kąsił (sic!) tych swoich rywali,  okazuje się, że ta pszczoła, ten szerszeń gdzieś tam ukąsił te rozjuszone czerwone byki i zostawił bardzo fajny ślad po sobie, trzecie miejsce i szóste miejsce w klasyfikacji generalnej – i żeby zostawić taką wisienkę na tym torcie będziemy mieli dla państwa bardzo pokaźne nagrody….” Słucham i czuję, jak myślenie językiem kibica wlewa się w mózgi, które już od dawna identyfikują patriotyzm z kibicowaniem Polsce, identyfikują postawę obywatelską z kibicowaniem politykowi, który jest środkowym napastnikiem tej czy innej partii. Szalik, ha, szalik. Mnogość języków cywilizacji sprawia, że świat traci swoją jedność

2. Mielizny fantazmatu


Świat opisany językiem radiowego kibica jest inny niż świat opisany językiem powieści, inaczej opisuje świat kino dokumentalne, inaczej film fabularny czy reportaż. Pojawia się więc konieczność pośredniczenia, pisania powieści o filmie fabularnym, pisania reportażu o dokumentalistach, potrzeba filmowania zbierających materiał reporterów, potrzeba kręcenia fabuły opisującej życie autorów powieści. Każdy autor szuka własnego języka wyrazu niepomny na to, że stwarza własny świat, nowy świat. Sprawa nie jest nowa, już Leon Chwistek opisał ją w eseju „O wielości rzeczywistości w sztuce”.

Teksty piętrzą się, zasłaniają swoją pychą świat, oddzielają ludzi od ludzi kurtynami ciemności. Dwu ludzi nie może się porozumieć wspólną przecież polszczyzną, bo każdy z nich czyta inną gazetę, czyli kibicuje innym szalikom. A facet, który nie czyta, tylko ogląda, nie rozumie o czym tych dwu gada. Wszystkie opisy nie całkiem sobie przeczą, wiemy, że z ich nakładania się, uzupełniania powinien powstawać prawdziwy, pogłębiony obraz świata. Stoi przed nami rozmówca, czytelnik, słuchacz, widz. On, ten drugi. A my nie wiemy, jakiej wersji opisu świata użyć. Co chwila chcemy przecież zwracać się do innych, zaprosić ich do wspólnoty, przejrzeć się w ich oczach, zagrzać w cieple ich oddechu. Jaki istniejący opis świata ma być nam wzorem?

Przeważnie rozum odradza nam ignorowanie opisów. Kusi nas , aby zapomniawszy o nich wejść w brutalny a cudowny konkret świata i samemu dowiedzieć się,  o czym i jak warto gadać. Głos kultury szepcze jednak – to barbarzyństwo. Wejść w konkret, a pominąć Palladia i sprawę proporcji, Słowackiego i kwestię ducha, Herberta i kwestię smaku.

Nie dziwię się konwulsjom jaźni zgrupowanych wokół hasła „postmoderna”. Unieważnić smak, ducha, proporcje, logikę, hierarchie – po to by zyskać poletko parującego świeżą nicością żyznego mułu intelektualnego. Być nie-autorem nie-narracji. Skoro opisy świata występują w obezwładniającym nadmiarze, łatwiej je wszystkie odesłać do diabła absurdu niż próbować porządku.

Obserwuję ostatnio jak na tę rozpaczliwą sytuację reagują młodzi usiłujący pisać o sztuce.  Oto dość często usiłują oni zatrzeć granicę pomiędzy chwytaniem byka za rogi a odwracaniem kota ogonem. Zacytuję próbkę. Znany i ceniony Igor Stokfiszewski pisze o filmie „Dług” Krzysztofa Krauzego. Wyrywam tendencyjnie z kontekstu takie zdanie: „Gdyby zechcieć zatrzymać się na dwu wspomnianych kręgach tropów, obraz Krauzego byłby krytycznym dziełem ukazującym mielizny fantazmatu demokratycznej przemiany w duchu neofickiego kapitalizmu, eksponującym siatkę napięć między życiem, polityką, ekonomią a kulturą, w której finałowe morderstwo stanowiłoby finałową sygnaturę nieludzkośći nowej gospodarki emocji i wartości.”

Całość w numerze 14 Kwartalnika Literackiego "Wyspa"

Źródło Wyspa nr 14
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
 
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Euforia
2. Kino Szpak z autografem
3. Jeszcze raz w Radio Kampus
4. Wyspa 3
5. Jacek Dehnel "Lala"
6. "Wyspa Kwartalnik Literacki" nr 2/08
7. Wesołe chłopaki
8. Le Clézio, Dehnel, Marjańska, Baran
9. 4. numer Wyspy nadal w sprzedaży
10. Kolejna audycja Szkiełko i oko już jest
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2